Rok A 2025 – 2026
Czytelnia > Homilie ks. Bulińskiego
II Niedziela Adwentu, Rok A
07.12.2025 r.
Nawróćcie się, bo nadchodzi królestwo niebieskie (Mt 3,1)
Jan Chrzciciel to ostatni prorok, który zapowiadał przyjście Mesjasza. Ewangelia dzisiejsza pokazuje go na Pustyni Judzkiej, gdzie nauczając, wzywa do nawrócenia.
Najczęściej, gdy słyszymy wezwanie do nawrócenia, uważamy, że skierowane jest ono tylko do niewierzących. Gdy zaś człowiek niewierzący przyjmie wiarę, mówimy, że się nawrócił.
W historii zdarzały się nagłe nawrócenia. Takie nawrócenie przeżył św. Paweł pod Damaszkiem. Św. Paweł, zwany Szawłem, był gorliwym faryzeuszem, wykształconym w prawie, ale i zdecydowanym przeciwnikiem pierwszych chrześcijan.
Udał się do Damaszku, by tam prześladować chrześcijan. Wjeżdżając do miasta, oślepiła go niezwykła światłość. Po czym upadł na ziemię i usłyszał głos: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Szaweł zapytał: Kim jesteś, Panie? Głos odpowiedział: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. W tym momencie doznał natychmiastowego nawrócenia.
W naszych czasach jednym z bardziej znanych nawróconych na katolicyzm, jest francuski dziennikarz i pisarz, André Frossard (1915 – 1995). Ojciec jego był jednym z twórców komunizm we Francji. Syna wychowywał w duch ateistycznym i antyklerykalnym. André nie był ochrzczony, nie znał modlitw. Nie miał absolutnie żadnego kontaktu z religią.
Dokładnie 8 czerwca 1935 r. znajomy zaprosił 20-letniego André na przejażdżkę po Paryżu. Przejeżdżając koło kaplicy Najświętszego Sakramentu, wstąpił do niej. Frossard z grzeczności czekał na niego przed wejściem. Po chwili, trochę z nudów, postanowił wejść do środka. Doznał tam wówczas nawrócenia.
Kiedy wyszedł, powiedział: Nie wszedłem tam w poszukiwaniu Boga, nie było we mnie żadnego niepokoju religijnego. Wszedłem do kaplicy jako sceptyk, a wyszedłem jako katolik, całkowicie zdumiony tym, co się wydarzyło.
Jan Chrzciciel jednak nie musiał nawracać swoich słuchaczy, bowiem Żydzi, do których przemawiał, byli głęboko wierzący. Mimo to jednak wzywał ich do nawrócenia.
Na czym ono miało polegać?
Nim odpowiemy sobie na to pytanie, wpierw wyobraźmy sobie, że jesteśmy w górach. Zamierzamy udać się do schroniska. Siadamy, otwieramy mapę i szukamy odpowiedniej trasy. Następnie ruszamy w drogę. Załóżmy, że w drodze, pytamy spotkanych turystów, jak daleko jeszcze do schroniska. Słyszymy odpowiedź: Ta droga tam nie prowadzi. Musicie nawrócić i udać się w przeciwnym kierunku. W końcu, wchodzimy na właściwą drogę i docieramy do wybranego celu.
Coś podobnego może zdarzyć się nam i w codziennym życiu. Człowiek bowiem czasami wchodzi i na złą drogę. Może to być droga kłamstwa, nienawiści, droga lenistwa, pychy, czy też inna.
By jednak zejść z niej i wrócić na właściwą, trzeba nie tylko dostrzec zło, które zaprowadziło nas na złą drogę, ale również je usunąć, a w miejsce zła wprowadzić dobro.
Toteż ten, kto szedł drogą kłamstwa, powinien wejść drogę prawdy, kto kroczył drogą nienawiści, powinien wstąpić na drogę miłości, a człowiek leniwy, podążyć drogą pracowitości.
Na tym właśnie polega nawrócenie, którego domaga się Jan Chrzciciel.
Ania ma 36 lat, jest matką dwójki dzieci, pracuje zdalnie. W czasie Adwentu postanawia, okazać więcej serca i cierpliwości dzieciom i mężowi.
Wpierw jednak udaje się do spowiedzi. Wie, że, przyjmując ten sakrament, otrzyma nie tylko rozgrzeszenie, ale i łaskę sakramentalną, czyli pomoc, do tego, by nie poddawać się złu.
Kolejnego dnia wstaje zmęczona, wieczorem bowiem do późna pracowała. Nie ma na nic ochoty. Zmusza się jednak do krótkiej modlitwy. Mówi: Panie Boże, prowadź mnie przez dzień cały. Co prawda, nie czuję entuzjazmu, ale chcę być blisko Ciebie. Proszę Cię, bądź przy mnie i wspieraj mnie.
Nie mniej jednak w ciągu tygodnia nadal nic się nie zmienia. Dzieci ją denerwują, praca stresuje. Coraz częściej podnosi głos. W końcu dostrzega, że przez tydzień, który minął od spowiedzi, jej relacje z rodziną nie polepszyły się.
W końcu wycisza się, mówiąc: Przepraszam Cię Jezu. Znowu nie dotrzymałam słowa. Obiecuję jednak, że w kolejnym tygodniu okażę najbliższym więcej cierpliwości.
Mija kolejny tydzień. Ponownie robi rachunek sumienia. Widzi, co prawda, że w jej życiu jeszcze były momenty złości i niecierpliwości, ale i były chwile, w których pojawiło się ciepło, miłość, zrozumienie i cierpliwość. Postanawia więc trwać nadal na drodze nawrócenia.
Moi Drodzy!
Dzisiaj, w II niedzielę Adwentu, Jan Chrzciciel wzywa i nas do nawrócenia.
Zatem, w tym szczególnym czasie, tak, jak Anna, wejdźmy na drogę nawrócenia. Tak, jak ona, my również przystąpmy do spowiedzi, a postanowienie poprawy, które zrodzi się podczas niej, uczyńmy również naszym postanowieniem adwentowym. Dzięki temu będziemy mieli mocniejszą motywację do pracy nad doskonaleniem siebie.
Gdy zaś dostrzeżemy zło, które wprowadziło nas na złą drogę, porzucimy je, a na to miejsce wprowadzimy dobro. Czyli tam, gdzie było kłamstwo, wprowadźmy prawdę. Zaś, gdzie pojawiła się nienawiść, wejdźmy na drogę miłości, a gdy kroczyliśmy drogą niezgody, wejdźmy na drogę pojednania.
Przede wszystkim jednak, codziennie, podczas modlitwy wieczornej, róbmy rachunek sumienia. Uchroni to nas przed zejściem z dobrej drogi.
IV Niedziela Adwentu, Rok A
21.12.2025 r.
Dzisiaj już IV niedziela Adwentu. Wielkimi krokami zbliżamy się do świat Bożego Narodzenia. Czekając na nie, robimy porządki, poszukujemy prezenty, dekorujemy mieszkania, domy i obejścia, a także przygotowujemy potrawy wigilijne i świąteczne.
Gdy jednak skupimy się na zewnętrznych przygotowaniach, wówczas łatwo zapomnieć, że prawdziwa radość Bożego Narodzenia nie płynie z rzeczy, lecz z obecności Jezusa w sercu. Istota tych świat przecież jest niezwykle prosta. Bóg, przychodzący w pokorze, ubóstwie i w ciszy, chce zamieszkać w naszych sercach.
Można zatem mieć bardzo skromne święta, a przeżyć je głęboko. Ale i można mieć piękną choinkę, bogato zastawiony stół i pozostać wewnętrznie pustym. Stanie się tak, gdy Jezus nie narodzi się w naszych sercach. Wówczas mimo, że będziemy śpiewać: Bóg się rodzi, zabraknie głównego bohatera świąt, Jezusa.
Tę prawdę pięknie wyraził nasz wieszcz, Adam Mickiewicz, w słowach: Jezus narodził się w betlejemskim żłobie, lecz biada ci, gdy nie narodził się w tobie.
Znalazłem poruszający wiersz zatytułowany: Przyszedłem do was. Posłuchajmy go. Mam nadzieję, że jego słowa otworzą Jezusowi niejedno serce.
Przyszedłem do was
w nocy cichszej, niż szept modlitwy.
Nie wybrałem marmurów, ani tronów.
Wybrałem stajnię, zimną i ubogą,
bo chciałem, by każdy — absolutnie każdy —
mógł podejść do Mnie bez lęku.
Stałem się Dzieckiem,
aby nikt nie bał się Mojej wielkości.
Nie wybrałem marmurów, ani tronów.
Wybrałem stajnię, zimną i ubogą,
bo chciałem, by każdy — absolutnie każdy —
mógł podejść do Mnie bez lęku.
Stałem się Dzieckiem,
aby nikt nie bał się Mojej wielkości.
Jednak, kiedy przychodzę,
przechodzicie obok Mnie tak,
jakby Mnie nie było
jakby Mnie nie było
Byłem blisko was…
Byłem w spojrzeniu człowieka,
które wołało o chwilę troski.
Byłem w dłoni wyciągniętej po odrobinę dobroci.
Byłem w samotności, której nikt nie chciał zauważyć.
które wołało o chwilę troski.
Byłem w dłoni wyciągniętej po odrobinę dobroci.
Byłem w samotności, której nikt nie chciał zauważyć.
Byłem w cierpieniu, które potrzebowało obecności.
Wielokrotnie przemierzałem wasze drogi,
ukryty w drugim człowieku,
ukryty w drugim człowieku,
Jednak, nie zostałem zauważony.
Przyszedłem z Miłością…
Miłością wierniejszą niż Jezusowi wschód słońca.
Miłością, która tyle razy była odrzucona,
a mimo to wciąż wracała.
Miłością, która tyle razy była odrzucona,
a mimo to wciąż wracała.
Tymczasem, nie ma miejsca dla Mnie,
brakuje również ciszy,
w której mógłbym przemówić.
brakuje również ciszy,
w której mógłbym przemówić.
Wiele razy słyszę:
Poczekaj, Jezu… jeszcze nie teraz.
Jeszcze nie jestem gotowy.
Muszę przecież się poprawić.
Muszę być godny.
Jeszcze nie jestem gotowy.
Muszę przecież się poprawić.
Muszę być godny.
Nie szukam jednak doskonałości.
Nie przychodzę do was tylko wtedy,
gdy jesteście idealni,
gdy jesteście idealni,
ale wtedy, gdy jesteście spragnieni.
Po prostu przychodzę, bo was kocham.
Szukam tylko prawdziwych serc,
które mają odwagę dać Mi choć odrobinę miejsca,
choćby mały, ubogi kącik,
jak w betlejemskiej grocie.
choćby mały, ubogi kącik,
jak w betlejemskiej grocie.
Odchodzę,
gdy zamknięte drzwi serca nie pozwalają Mi wejść.
gdy zamknięte drzwi serca nie pozwalają Mi wejść.
Nie odchodzę jednak z wyrzutem.
Nie zostawiam za sobą gniewu.
Zostawiam tęsknotę.
Głęboką, jak noc betlejemska,
cierpliwą jak Miłość.
Tęsknotę która czeka.
Czeka uparcie.
Czeka cierpliwie.
Czeka, bo wierzy,
że przyjdzie taki dzień,
taka chwila,
taki moment,
że usłyszycie Moje pukanie.
Nie zostawiam za sobą gniewu.
Zostawiam tęsknotę.
Głęboką, jak noc betlejemska,
cierpliwą jak Miłość.
Tęsknotę która czeka.
Czeka uparcie.
Czeka cierpliwie.
Czeka, bo wierzy,
że przyjdzie taki dzień,
taka chwila,
taki moment,
że usłyszycie Moje pukanie.
Przychodzę codziennie
w drugim człowieku.
W Eucharystii.
W Słowie, które daje nadzieję.
W modlitewnej ciszy.
w drugim człowieku.
W Eucharystii.
W Słowie, które daje nadzieję.
W modlitewnej ciszy.
I wciąż wierzę,
że znajdzie się choć mały kąt w waszym sercu —
nie idealny,
nie doskonały…
Po prostu szczery.
A wtedy narodzę się na nowo.
Dla ciebie.
Na zawsze.
że znajdzie się choć mały kąt w waszym sercu —
nie idealny,
nie doskonały…
Po prostu szczery.
A wtedy narodzę się na nowo.
Dla ciebie.
Na zawsze.
Wciąż jednak proszę…
nie o doskonałość,
lecz o miejsce,
lecz o miejsce,
choćby małe,
choćby ubogie,
choćby ubogie,
choćby tam,
gdzie człowiek zrobi Mi odrobinę przestrzeni.
Drogie Siostry i Bracia,
w tym świętym czasie oczekiwania
Jezus stoi u drzwi naszego serca
i cicho kołacze.
Nie żąda — prosi.
Nie narzuca się — czeka.
Nie osądza — kocha.
w tym świętym czasie oczekiwania
Jezus stoi u drzwi naszego serca
i cicho kołacze.
Nie żąda — prosi.
Nie narzuca się — czeka.
Nie osądza — kocha.
Czeka ciągle na jedno tylko słowo:
Wejdź Jezu.
Jezus, jak przyszedł na świat w ludzkim ciele, tak też gotowy jest przyjść do nas w każdej chwili i o każdej godzinie. Toteż, zaprośmy Go, aby zamieszkał w nas, ale i w naszych rodzinach i darzył nas łaską.
Co jednak mają robić ci, którzy przez nieroztropne decyzje, a często skrzywdzeni przez drugiego człowieka, nie mogą przystąpić do Komunii św.?
Powinni trwać przy Chrystusie, klękać do modlitwy, uczestniczyć we Mszach św., a przede wszystkim w życiu codziennym kroczyć drogą miłości.
Dobrze byłoby, gdyby tak, jak ks. Dolindo Ruotolo, włoski kapłan i mistyk, modlili się słowami: Jezu, Ty się tym zajmij!
Zatem, niech zawierzą Bogu zgodnie ze słowami Psalmu: Zrzuć swą troskę na Pana, a On cię podtrzyma (Ps 55,23). Niech oddadzą kontrolę nad sytuacją, której sami nie potrafią rozwiązać. Nie chodzi o ucieczkę od odpowiedzialności, lecz o uznanie, że Bóg widzi więcej i działa mądrzej, niż potrafimy sobie wyobrazić.
Na zakończenie zapytam, czy przyjmiesz Jezusa? Czy zaprosisz Go do swego serca?